Menu

Skarżypyta

Skarżypyta to ja. Wkładam kij w mrowisko. Niczego nie żałuję. Narzekam, ile wlezie i krytykuję. Dostrzegam absurdy. Zaklinam rzeczywistość. Obserwuję. I... zmieniam świat.

Bombka

angola
Przedszkolaki odwiedziły fabrykę bombek. Każde wróciło z własnoręcznie ozdobioną bombką. Szklaną.
Przy wyjściu z przedszkola I. oznajmiła:
- Całą drogę do domu będę ją trzymać.
Jechałyśmy samochodem, więc nie protestowałam. Dobrze, że bombka była w plastikowej tubie.
Zaraz po wejściu do domu i zdjęciu kurtki zakomunikowała:
- Idę siku.
Patrzę, a zamiast biec prosto do łazienki, sięga po bombkę.
- Ale zostaw tu bombkę i biegnij, bo nie zdążysz.
I.: - Idę z bombką siku!
Nie protestowałam, bo wtedy na bank by nie zdążyła.
===
Z zaangażowaniem opowiada dziadkowi, gdzie była i co robiła. Dziadek twierdzi, że umie taką bombkę zrobić w domu. Młoda dziadka podsumowuje:
I.: - To niemożliwe! Dziadku, przecież ty nie masz takiej linii jak była w fabryce!
Hmm. Nie wiemy, co to za tajemnicza linia, więc wyjaśnia:
I.: - Pan tylko mógł pójść tam, za linię, bo miał taki ogień, który miał 100 kilometrów! [czyt. był bardzo gorący] A dzieci nie mogły wchodzić za linię.
===
Bombka póki co siedzi grzecznie w tubie. Za to brokat z niej jest wszędzie.
P.S. Bombkę wygryzł lemurek. Po 2 dniach. Teraz on chodzi z I. do łazienki.




© Skarżypyta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci