Menu

Skarżypyta

Skarżypyta to ja. Wkładam kij w mrowisko. Niczego nie żałuję. Narzekam, ile wlezie i krytykuję. Dostrzegam absurdy. Zaklinam rzeczywistość. Obserwuję. I... zmieniam świat.

Plasterek

angola

I. rozbija kolano przy którymś z kolei upadku z roweru. Daje sobie przemyć otarcie pod warunkiem, że tata przygotuje dla niej plaster i zaklei ranę. Wprawdzie krew się nie leje, ale...
I., po "operacji", z plastrem na kolanie: - Mamo, mogę sobie coś tutaj namalować pisakiem?
ja: - No pewnie, że możesz.
I. szczęśliwa biegnie po flamastry i zawzięcie rysuje. Dzieło wygląda tak, jakby kolano wciąż nieźle krwawiło i plaster przeciekał.
I.: - Mamo, zobacz jaki piękny kwiatek!
ja: - Rzeczywiście ci się udał.
I. biegnąc do taty: - Tato, zobacz, jaki mam kolorowy plaster!
Tata: - Ładny, ale teraz wygląda jakbyś miała tam wielką plamę krwi.
I.: - Wiem, tak miało być. Chciałam, żeby tak wyglądało, że mam tutaj krew.

plasterek

© Skarżypyta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci