Menu

Skarżypyta

Skarżypyta to ja. Wkładam kij w mrowisko. Niczego nie żałuję. Narzekam, ile wlezie i krytykuję. Dostrzegam absurdy. Zaklinam rzeczywistość. Obserwuję. I... zmieniam świat.

Parkiet

angola

Market budowlany. Jestem z I., mamy kupić coś, czym można wypełnić szpary między klepkami parkietu. Przemierzamy alejki, próbując znaleźć jakąś z podłogami. Zakładam, że gdzie jak gdzie, ale między panelami i akcesoriami do tychże, coś do szpar być powinno.

Znajduję. Jest też pan z obsługi. Akurat układa jakieś produkty na półce. Cudownie. Podchodzę.

ja: - Mam stary parkiet i potrzebuję czegoś, czym mogłabym wypełnić szpary w nim. Może mógłby mi pan coś podpowiedzieć?

Pan Sprzedawca, zastygając w pół ruchu z produktem, który miał właśnie odłożyć na półkę: - Ooo, to właśnie jest coś, czego pani szuka [mówi, po czym podaje mi przedmiot, który trzyma]. Kit do wypełniania szczelin w parkiecie.

ja: - No ładnie, nieźle trafiłam.

P.S.: - No tak [ubawiony]. Tylko jeszcze kolor musi pani wybrać.

Wybieram dąb. Bez przekonania, bo parkiet sprzed kilkudziesięciu lat może już nie trzymać parametrów kolorystycznych.

P.S.: - Pani się nie przejmuje, zawsze można przyjść raz jeszcze i wymienić na inny.

===
Także tego. Jestem dobra w trafianiu po omacku pod dobrą półkę, nie wiedząc, czego właściwie szukam.

parkiet

Niebo

angola

I.: - Tato, mogę zjeść dwa myszożelki?
Tata: - Hmm... No dobrze, możesz.
I.: - Dzięki tato. Bo wiesz, ja już dwóm odgryzłam ogony... Bo w Nangijali myszy nie mają ogonów...

myszozelki

Zakupy

angola

Siedzimy z I. na kanapie w centrum handlowym. Akurat tak się złożyło, że patrzymy wprost na sklep z wyrobami czekoladowymi. Witryna przezroczysta, w tle góry słodyczy. I. nie wytrzymuje tego widoku.

I.: - Mamo, chcę iść sobie pooglądać. Mogę?

ja: - Możesz.

Poszła. Widzę jak na dłoni, gdy krąży po sklepie. Ekspedientka się nudzi, w sklepie pustki. Po kilku okrążeniach wychodzi wreszcie.

I.: - Mamo, wiesz co... ja myślałam, że jak tak będę długo chodziła, to pani mi da darmowego cukierka... Pójdziemy tam coś kupić?

ja: - Nie mam ochoty [widzę jak mina jej rzednie], ale jak chcesz, możesz sobie sama coś kupić [wyjmuję z portfela 5 zł]. Zapytaj pani, co możesz kupić za te pieniądze.

Pełnia szczęścia. Wchodzi znów do sklepu, podchodzi do lady, kładzie monetę przed sprzedawczynią. Pani jej pokazuje najpierw dużego Mikołaja, potem zestaw malutkich. I. wybiera zestaw. Pani wydaje jej resztę, daje paragon i proponuje torebkę foliową. Widzę jak I. z uśmiechem prosi o torebkę i razem pakują Mikołajki.

Wychodzi szczęśliwa, oczy jej się śmieją. Pani odprowadza ją wzrokiem i uśmiecha się do nas zza szyby.

 santas

Chlebek

angola

Czas na kolację. Mama przynosi talerzyk z jasnym i ciemnym pieczywem. Mała W. natychmiast interesuje się jedzeniem i sięga po jasną kromkę.

Wujek: - W., może chciałabyś ciemnego chlebka? On jest zdrowy.

Mała W. chwilę myśli, po czym odkłada nadgryzioną kromkę i bierze ciemną.

Mała W., wyraźnie ucieszona: - Zdrowy chlebek!

Po czym pokazuje paluszkiem na białe pieczywo i kwituje: - Chory chlebek!

W zasadzie ma rację, bo ten biały nadgryziony chleb nie wygląda zbyt okazale. Wujek próbuje odkręcić przekłamania.

Wujek: - Wiesz, W., ten chlebek też jest zdrowy, tylko mniej. Ten ciemny jest zdrowszy.

Mała W.: - Chory chlebek!

Odwraca się na pięcie i wraca do zabawy z ciemnym pieczywem w ręku.

chlebek

 

Lemurek

angola

Mieszkał na nadmorskim straganie. Mały, z różowym ogonem. Lemurek, mały, pseudopluszowy.
I.: - Mamo, chcę tego lemurka. Kupisz mi go?
ja: - Przecież w domu masz drugiego. Tylko ogon ma żółty. Po co Ci drugi?
I.: - Mamo, ale ja chcę tego.
Tata kupił. Tych kilka złotych zainwestował w zachciankę córki.
Minęło 10 minut.
I. przybiega ze skwaszoną miną. Pytamy w czym rzecz.
I.: - Mamo, on ma chore uszko.
Oglądam lemurze uszko. Chore jak nic. Ucięte w 1/3. Dramat. Wracamy do sprzedawczyni. Mówimy, ze lemurek ma chore uszko i trzeba z nim do sanatorium. W sporym gronie lemurzej braci szukamy dziewczęcego ideału.
***
Pierwszy ma kaprawe oczko.
Drugi nie ma oczka wcale.
Trzeci ma krzywy nosek.
Ryk Młodej.
Czwarty zmiażdżoną czaszkę.
Pochlipywanie.
Piąty niesymetryczne łapki.
Aaaaaa.
Lemurek z chorym uszkiem jest, jak się zdaje, najbliżej ideału.
Szukamy dalej. Właścicielka sklepiku patrzy jak na wariatów, ale patrzy wyrozumiale.
Dalsze poszukiwania przynoszą oczekiwany rezultat.
Jest lemur.
Ideał.
Uśmiech.
Mieszkają razem. Lemurki dwa. Idealna para.
lemurki


© Skarżypyta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci