|
wtorek, 22 listopada 2011
Całowanie
Nauczyła się całować i przytulać. Myślałam, że takie rzeczy dopiero za kilka lat, a tu proszę. Rozmawiamy z babcią przez telefon. Babci nie widać, ale wiadomo, gdzie jest. W aparacie. Można zrobić pa-pa. Ostatnio pochyla się i coś paple. A potem całuje ekranik. Całowanie bywa niebezpieczne. Zwłaszcza, gdy zjadła własnie jogurt, a w pobliżu są drzwi balkonowe. Zostawia całuśny kształt małych ust. O smaku, dajmy na to, jagodowym. Gorzej, że potem rozmazuje palcem...
środa, 05 października 2011
Kampania
Pan w garniturku i z teczuszką wszedł na plac zabaw. Nieśmiało proponował ulotki ze swoją podobizną. Popierany przez małą gniewną, partię. Pani świadek Jehowy powiedziała, że czeka na Królestwo Boże i ulotki nie weźmie. On: Ja też czekam, ale na ziemi jakoś trzeba działać. Ona: Ja czekam na Królestwo Boże na ziemi. I nie głosuję. Rozdał innym. Wyszedł. Dzieci niewzruszone bawią się dalej. Dziewczynka zabrała mamie ulotkę i intensywnie ją oglądała. Starsza pani z piaskownicy: Maksiu, zobacz tu jest pan. Gdzie pan ma oczko? Kto by pomyślał, że ulotki takie pożyteczne w edukacji.
sobota, 01 października 2011
Współlokator
Przekonałam się ostatecznie, że wyrosłam już z życia w studenckiej komunie czy innym akademiku. Lubię swoje małe mieszkanko i domowników, wprowadzających znajomy chaos i nawyki. Nie umiem za to mieszkać z kimś Nowym. Nowy nie stawia garnków na miejsce. Roznosi kubki po kawie po całym mieszkaniu. Zostawia włosy w odpływie wanny. Zmienia moją stację radiową na inne śpiewanki. Mówi za głośno. Albo za dużo. Albo nie w tym momencie. Jednym słowem: jest sobą. Albo inaczej - nie jest mną i nie wie, co siedzi w mojej głowie. I nie zna moich przyzwyczajeń. I nie zna adresu garnków. Co zasadniczo go usprawiedliwia, bo skąd ma to wszystko wiedzieć. Ale mnie i tak irytuje :-) P.S. Wyprowadza się.
wtorek, 19 lipca 2011
Kosmetyki
Nie jest dobrze. Zauważam kolejne objawy pedantyzmu. Bo czy kogoś normalnego drażnią wiecznie pootwierane kosmetyki w łazience? Żel pod prysznic po użyciu nie powinien stać z otwartym na oścież wieczkiem do następnej kąpieli. Nie znoszę też, gdy miesiąc albo i dłużej na brzegu wanny czeka odrobina szamponu w wielkiej butli. Bo nikt nie ma ochoty go zużyć do końca. I otwierane są kolejne. Naprawdę nie wystarczy mieć po jednym kosmetyku rozpoczętym?
sobota, 18 czerwca 2011
Niesłowność
X mówi, że zarobiona - egzaminy, praca - obiecuje się odezwać jak będzie wolna. Czekam. Y, pytana kontrolnie co tydzień-dwa, twierdzi, że się odezwie w przyszłym tygodniu, bo praca i sprawy. Czekam. Z wciąż zapracowana i w niedoczasie - jakieś dwa tygodnie temu obiecała, że na dniach się pojawi. Czekam. Wszystkie trzy nie odpisują na smsy, nie oddzwaniają, a jak się umawiają, to nie pamiętają, odwołują albo nie przychodzą. Oczywiście nie zawsze, ale już od dłuższego czasu. Nie lubię niesłowności. Jeśli i mnie czasem się zdarza, z góry przepraszam.
piątek, 13 maja 2011
Słowa
Koszulka na naramkach. Rojber. Czekanie za kimś. Gzika. Glajda. Pyry. Pamperki. Tytka. Ryczka. Laczki. Wuchta. Wielkopolska po prostu. Ktoś przetłumaczy? ;-)
piątek, 15 kwietnia 2011
Ząbek
Jest ząbek. Zdobi paszczę już chyba od miesiąca. Mały śliniak ma teraz dodatkową funkcję: gryzienie. Efekty widać na drewnianym krzesełku do karmienia. Blat już ogryziony. Nie wiem jak to możliwe z jednym zębem. Gryzoń z upodobaniem sięga też po nasze kapcie, dziś dopełzł do butów. Myślałam, że tylko szczeniaki lubią takie zabawy i przedmioty trzeba przed nimi ratować. Ząbek wbił się też w duży palec u stopy tatusia. Tyle potrafi jedna, mała, prawa, dolna jedynka. Sąsiednia szykuje się powoli do startu. Strach się bać.
sobota, 26 lutego 2011
Zmywanie
Nie znoszę odnajdować podczas mycia naczyń resztek jedzenia w zakamarkach zlewu. I innych drobiazgów, których miejsce jest w koszu na śmieci. Ogryzki, zaparzone torebki herbaty, porzucone w garnku resztki obiadu, jakieś niezidentyfikowane obiekty... Jakie szczęście, że minęły już czasy akademika. Teraz, nawet jeśli coś podobnego się zdarzy, to raczej przez przypadek lub niedopatrzenie. I całe szczęście, bo bym zastrajkowała.
środa, 19 stycznia 2011
Ciumkanie
W buzi ląduje wszystko. Z ostatnich godzin: grzechotka, gryzaczek, pielucha tetrowa, pielucha jednorazowa, moje spodnie (nie musiałam nawet zdejmować), kocyk, skarpetka, wreszcie - podkładki pod kubki. Od tych ostatnich wyjątkowo trudno było dziecię oderwać. Przestałam już wyparzać butelkę, bo jaki to ma sens, gdy mały śliniak pakuje do paszczy każdą rzecz, która znajdzie się w zasięgu jego rączek lub ust. Nie ma znaczenia czy przedmiot był wcześniej na podłodze, czy tylko na kocyku. Ten pierwszy pewnie smakuje dużo lepiej. Jak każdy owoc zakazany. Ponoć to dopiero wstęp. Prawdziwy cyrk zaczyna się, gdy te długo wyczekiwane ząbki naprawdę zaczynają się pojawiać...
piątek, 03 grudnia 2010
Zima
Moje dziecko samobieżne jeszcze nie jest i tej zimy raczej nie będzie. Śniegu trochę spadło, chodniki i uliczki osiedlowe wyglądają jak zwykle w takich okolicznościach. Jednak czasem z młodym człowiekiem wyjść na dwór trzeba. Jak ja się cieszę, że nie mam wózka. Przecież to kara boska jeździć tym ustrojstwem w takich warunkach. Człowiek ledwo sam sobie utoruje drogę przez zaspy i śnieżne koleiny. A tu trzeba by grzęznąć w śniegu jeszcze z urządzeniem, które samo w sobie lekkie nie jest, a maluch też swoje waży. Uff. Wizyta tu i ówdzie zaliczona, dziecko szczęśliwe, bo wtulone w rodzica. Chustę będę wychwalać pod niebiosa. Sprawdza się w polską dyskryminacyjną dla matek z dziećmi zimę znakomicie.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||