Świat jest skomplikowany. Ta jego właściwość wybitnie przyczynia się do rozwoju najpopularniejszej chyba ludzkiej aktywności - narzekania. Nie ma co się wypierać. Robimy to wszyscy. Ja do tego przyznaję się publicznie, w dodatku na piśmie. To miejsce jest idealne, by oceniać świat. Publikować skargi i wnioski. Jak za dawnych lat, z nadzieją, że ktoś przeczyta i coś z tym zrobi. Jedno jest pewne - ironii i humoru na tym blogu na pewno nie zabraknie.
Kategorie: Wszystkie | Skarga | Wniosek
RSS
środa, 03 lutego 2010
Partner
Zapukał listonosz. Otworzyłam. Trzymał paczuszkę zaadresowaną do mojego chłopaka. Popatrzył na mnie i uznał, że jednak to nie ja. Płeć mu się nie zgadzała najwyraźniej. Zapytał więc, czy ten pan tu coś tego... Ja mówię, że tu mieszka. Listonosz się zastanowił, popatrzył na mnie z ukosa. - A kim dla pani jest ten pan? - padło dociekliwe pytanie. Odpowiedziałam. - Aaaa, partner! To znaczy, że pani będzie chciała odebrać tę przesyłkę! - dodał uradowany. - To proszę jeszcze podpisać. Tu gdzie zawsze! - dodał juz całkiem z siebie zadowolony. Uff. Paczka wreszcie moja. A nie, bo partnera przecież.
piątek, 29 stycznia 2010
Ogłupianie
Nie sądziłam, że prasa kobieca jest aż tak ogłupiająca. Fakt, na co dzień nie czytam. Ale ostatnio u koleżanki przejrzałam kilka egzemplarzy pism dla kobiet w ciąży i młodych mam. Powiem tak: lektura mnie mocno zirytowała. Uważam wręcz, że takie gazetki mogą człowiekowi zaszkodzić. Wszędzie zdrobnienia i mowa o brzuszku - brzuszek to, brzuszek tamto, dbaj o brzuszek, piękny brzuszek bleee. A obok takich określeń fatalnie napisane artykuły z terminami medycznymi, których nikt poza lekarzem nie rozumie. Łącznie z autorem tekstu. A wszystko to poprzetykane reklamami i przedrukami z innych pism tego samego wydawcy. Groza.
wtorek, 12 stycznia 2010
Sople

Mój blok nie należy do zadbanych, więc balkony i rynny są dziurawe. Wczoraj mój mężczyzna poszedł z miotłą na półmetrowe sople o średnicy pięści. Za chwilę wziął młotek. W końcu wrócił po dłutko. Sople z balkonu odbił. Uwolnił też drzewo przymarznięte do parapetu i pozrzucał tamtejsze sople. Dziś za odsoplanie wzięła się dozorczyni. Jak? Poprosiła dziewczynę z ostatniego piętra, by postrącała sople z rynny. No i prawie metrowe sopelki fruwały rozbijając się o balkony i parapety okien. Dobrze, że szyby całe i nikt na dole nie ucierpiał. Grunt to profesjonalizm działania.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Zalecenia
Pani doktor orzekła, że to ciąża. Na 75%. Dobre. Zawsze myślałam, że nie można być trochę w ciąży. Można jak widać. - Proszę nie jeść surowego mięsa, ziemi i kotów - dodała. - Na co dzień też nie jem - odpowiedziałam. - No i dlatego nie ma pani toksoplazmozy - uśmiechnęła się porozumiewawczo. Zatem, koniec z jedzeniem futrzaków. Przyjaciele-kociarze pewnie odetchnęli z ulgą. Ogrodnicy też, bo paprotkom nie zeżrę ziemi z doniczek. Przyjaciółki przejęły się rolą cioci i już teraz słyszę, że nie wolno mi: pić alkoholu, więcej niż 1 kawy dziennie, brać gorących kąpieli. Muszę też dobrze się odżywiać i w ogóle dbać o siebie. Na szczęście jeszcze nie głaszczą po brzuchu. Uff.
wtorek, 22 grudnia 2009
Lukrowanie
Święta nas dopadły w ostatniej chwili. Pierniczki postanowiliśmy upiec. Sukces osiągnęliśmy również dzięki pomocy przyjaciółki, która wypożyczyła nam foremki. Pierniczki robiły się ponad cztery godziny. Mężczyzna przydał się do zagniatania i wałkowania ciasta (dwóch rodzajów konkretnie). Powstało 289 ciastek pełnowartościowych i kilkanaście łamańców (tak, wiem, nie należy ich zbyt szybko z blachy zdejmować). Dziś od rana trwało wielkie lukrowanie. Cztery kolory lukru sprawiły, że nie jest nudno. Zabawę w pieczenie polecam. Cierpliwości tylko sporo do tego potrzeba. Dzieci też się przydają. My tym razem mieliśmy tylko to pierwsze.
piątek, 11 grudnia 2009
Rozbieranie
Chłopcy uwielbiają zabawki. Szczególnie takie, które można rozebrać na części, żeby później móc je znów złożyć. Lub nie. Częściej to drugie. Część z tego wyrasta i już niczego w życiu nie rozkręci. Ale większości to zostaje. Mój chłopiec przez przypadek uszkodził telefon i postanowił go naprawić. Rozkręcając, rzecz jasna. Skutek był opłakany. Na szczęście istnieje ostatnia, chyba najmniej liczna grupa rozkręcaczy - naprawiacze. Dorosły już chłopiec naprawiacz zajął się telefonem. Rozkręcił, złożył ponownie. Skuteczność 100%.
czwartek, 10 grudnia 2009
Urząd
Dziś w urzędzie dowiedziałam się, że utrudniam im, urzędnikom życie. Sam kierownik mi to oznajmił, wezwany przez mojego opiekuna na odsiecz. Zaczęło się od tego, że chcieli mi skrócić termin złożenia dokumentów - o połowę. Bo przecież oni chcą mi pomóc. A ja tu przychodzę, żądam trzymania się regulaminu, prowadzę jałową dyskusję i kłócę się o te marne 8 dni. Wysunęli propozycję, że teraz mi skrócą, podpiszę cyrograf, a potem dostanę dodatkowy miesiąc na dalsze sprawy. Nic to, że w razie potknięcia, co przy takim układzie jest bardzo prawdopodobne, musiałabym ponieść dodatkowe koszty i otrzymaną pomoc zwrócić. Dla urzędnika najważniejsze jest, że w rubryczce z moim nazwiskiem postawi ptaszka, a ja zejdę mu z oczu. Odfajkowane przecież, no nie?
czwartek, 26 listopada 2009
Zapalanie
Samochód zgasł. Nam, dwóm dziewczynom, nieblondynkom w dodatku i na środku skrzyżowania (no prawie). Mężczyźni ochoczo ruszyli do pomocy, kobieta wytrąbiła. Pierwszy men pomógł zepchnąć z jezdni na międzyjezdniową część przejścia dla pieszych. Men nr 2 przyjechał na ratunek i przepchnęliśmy na miejsce docelowe, czyli parking pod biurowcem. Trzeci, czwarty i piąty przyjechali radzić co dalej i podobno naprawili. Działało do czasu, gdy znów padło, tym razem naprawdę na skrzyżowaniu. Men nr 6 wyjął linę, znalazł hak w naszym aucie i poholował aż wrak silnika zapalił. Odzyskałam wiarę w męskość. I bezinteresowną pomoc przy okazji.
poniedziałek, 23 listopada 2009
Wykańczanie
Nie lubię jak coś się kończy. Szczególnie jak ten koniec przypada na mnie. A zwykle, niestety, przypada. A przynajmniej taka jest moja wersja wydarzeń. Tak więc: rolka papieru toaletowego, płyn do mycia naczyń, żel pod prysznic, pasta do zębów, dżem truskawkowy. Troszkę denerwujące, bo trzeba wyrzucić opakowanie, coś umyć, wymienić na nowe, itd. A wcześniej walczyć, by wykorzystać resztkę substancji lub materiału. Wreszcie, przynieść nowy produkt i rozpakować. Brrr. Nie lubię. Niech kto inny kończy, ja mogę zaczynać. Hmmm... Podobno mężczyznę poznaje się po tym jak kończy. Właśnie...!
wtorek, 10 listopada 2009
Wiercenie

W ramach sobotnich fanaberii zaczęliśmy robić w kuchennej ścianie dużą dziurę. Cel: trafić w komin i podłączyć okap. Trudne. Komin udało się namierzyć, choć ściana okazała się grubsza o jakieś 20cm niż projekt zakładał. Wiertło 60cm (krótszego nie było) dało radę. Tyle, że w pewnym momencie rozbłysło, trzasnęło i światło zgasło. W całym mieszkaniu. Skonsternowani sprawdziliśmy korki. Na szczęście nie odłączyliśmy od energii całej klatki, jedynie samych siebie. I sąsiada, bo bezpieczniki na korytarzu były źle opisane. Dopiero w niedzielę się okazało, że wiertło "potknęło się" o kabel elektryczny. Poprowadzony przed laty w poprzek ściany przez robotników. Cudnie. Wnioski? Okap to zbędny wynalazek ludzkości. Kable są wszędzie i atakują znienacka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26